Start  ›  Biblioteczka Oliwska  ›  Legendy i ciekawe historie  ›  Kamienny chleb  ›

Lucjan Hipolit Siemieński, „Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie”, Poznań 1845, str. 74.

71. Chléb kamienny w Oliwie


     Jest klasztor nad morzem od Gdańska o milę, zakonu Cisterskiego Oliwa rzeczony; w tym to kościele między wielu ozdobami znajduje się na stronie prawéj za szkłem bułka chleba w kamień obrócona, a to z téj przyczyny: Roku pańskiego 1217., gdy około Gdańska wielki głód ludzi trapił, pobożny opat oliwski kazał ustawicznie piéc chléb i zgłodniałym ludziom rozdawać. Trafiło się, że jeden z ubogich wziął bułkę chleba i wyszedłszy z klasztoru, wrócił się potém i skłamawszy, że dopiero pierwszy raz przyszedł, dostał drugą.
     Aż gdy powraca do Gdańska, zaszła mu poważna bardzo matrona, piastująca na ręku śliczne dzieciątko, która go prosiła, aby jéj na posiłek użyczył chleba. Rzekł ów: ja sam niemam chleba! — Rzecze mu owa matrona: a to masz za pazuchą bułkę; — on na to: to kamień, nie chléb; — a to mówiąc palcem go tykał. Więc ona rzekła: N i e c h ż e  b ę d z i e  k a m i e ń. I natychmiast zniknęła. Postąpiwszy ów kłamca i nieużyty człowiek o staj kilka, wyjął owę bułkę, aż obaczy, że kamień, a w nim znak palca jego, zaczém struchlały i skruszony, a oświécony od Boga, co to była za matrona, wrócił się do klasztoru oliwskiego, winę kłamstwa swego wyznał i rzecz całą opowiedział; na któréj pamiątkę chléb ten chowają.




"Dzwonek. Pismo dla ludu", Tom VII, Lwów 11. sierpnia 1862, str. 65-67.

Chleb kamienny w Oliwie.


     Kto nie słyszał o wielkiem i bogatem mieście Gdańsku, które znajduje się nad morzem bałtyckiem, a od niepamiętnych czasów należało do królestwa polskiego? A toć każdy o niem zasłyszał, bo do Gdańska od wieków z całej Polski pszenicę galarami spławiają flisacy, a byle zamożniejszy gospodarz, to niemało pieniędzy wywiózł z tego miasta za zboże. Przeto każdy prawie słyszał o Gdańsku, i umiałby o nim niejedno rozpowiedzieć; ale czy zna z was kto historję o cudownym clilebie kamiennym w Oliwie, który się tam znajduje na naukę miłosierdzia ludzkiego? A iż to jest przykład dziwny i cudowny, więc posłuchajcie o nim historji.
     O milę od Gdańska, także nad morzem, jest klasztor zakonu cysterskiego, a ten zwie się Oliwa. Otoż w kościele tego klasztoru, po prawej stronie, jest za szkłem bułka chleba. którą cud Boski w kamień obrócił z tej przyczyny.
     Będzie temu lat blisko sześć setek i pół, bo działo się to jeszcze roku pańskiego 1217, kiedy w około Gdańska okrutny głód nastał. Biedni ludziska padali jak muchy, i wszędy było srodze wielkie nieszczęście z głodu. Naonczas rządził w klasztorze oliwskim pewien zacny i miłosierny opat, który nakazał ustawicznie chleb piec i ludziom biednym rozdawać. Owoż siła ludu nachodziło do klasztoru, a każdy dostał jedną bułkę chleba, aby przez dzień miał czem żyć, zaś na drugi dzień znowu mógł dostać. Trafiło się razu jednego, że ubogi pewien wziął bułkę chleba i wyszedł z klasztoru; zaś wnet nazad powrócił i jął kłamać, że jeszcze nic nie dostał, aż mu drugą bułkę dano. Potem nazad szedł do domu do Gdańska. Na drodze spotkała go niewiasta pewna z dzieckiem na ręku, i prosiła, iżby jej dał kawał chleba na pożywienie. Rzecze człowiek ów:
     — J a sam nie mam chleba, jakże ci dać mogę?
     Powie mu na to niewiasta:
     — A toć masz za pazuchą bułkę chleba.
     Na to rzeknie ów człowiek, dotykając palcem chleba:
     — Taćto kamień a nie chleb.
     — Niechże będzie kamieniem — powie ona niewiasta, i zniknęła natychmiast.
     Przeląkł się chudzina strasznie, sięgnie po chleb, a tu zamiast niego znajduje kamień takiej wielkości jak był chleb, a w niem został nawet znak palca, którym go dotknął. Więc jeszcze więcej przestraszył się ów kłamca i nieużyty człowiek, bo poznał że to cud Boży na jego ukaranie. Przeto nawrócił czemprędzej do klasztoru, i przyznał się przed xiędzem Opatem do całej winy, i rzecz całą rozpowiedział dokładnie. Więc na pamiątkę tego cudu, i na naukę ludziom jak mają być miłosiernymi, chowają xięźa po dziśdzień ów chleb w klasztorze, i każdy go tam zobaczyć może.
     Zaś ztąd jawna jest nauka, iż każdy powinien znać miłosierdzie dla biedniejszego, i wedle przykazania Bożego ostatnim kęsem chleba ma się z głodnym podzielić. Inaczej chleb wszelki i dostatek wszelki będzie mu kamieniem, i jako kamień ciężki będzie jego grzech, iż miłosierdzia nie zna. Zaś powiedział sam pan Jezus, iż cokolwiek dobrego uczyni człek dla bliźniego i biednego, to mu będzie nagrodzonem stokrotnie; co zaś nie zechce uczynić dla złego serca, za to będzie pokaran na sądzie Bożym. Od jakiego pokarania racz nas Boże wybawić.




Józef Ceynowa, „Dobro Zwycięża, Legendy z Kaszub i Pomorza”, Gdańsk 1985, str. 116.


Książkę wydało Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Zarząd Główny w Gdańsku mające swoją siedzibę w latach 1956-1957 w Oliwie w domu przy ulicy Grunwaldzkiej 516.


BOCHEN  CHLEBA  W  KAMIEŃ  ZAMIENIONY



   W którymś roku głód tak rozczapierzył swoje gniotące łapy nad naszą Pomorską, że ludzie rozpaczali i opadali z sił. Musiał im pomagać bogaty i zasobny klasztor oliwski. Otworzył on spichrze i komory, by wesprzeć najbardziej potrzebujących. Ciągnęli więc ludziska, z bliska i z daleka, do Oliwy, by choć trochę się poratować, dostać trochę zboża, mąki czy chleba.
   Był między nimi dość majętny gbur, mieszkający niedaleko, który pamiętał o porzekadle: „Od przybytku głowa nie boli”. On także poprosił o wsparcie, a że zakonnicy nikogo bez darowizny nie puszczali, też dostał wielki bochen wspaniale pachnącego chleba. Włożył go do torby i powędrował do domu. Ale w drodze napatoczył mu się wpół zgięty staruszek wsparty na kiju, dyszący, pewno ze słabości, jak miech kowalski. Pochwalił Boga, spojrzał na gbura proszącym wzrokiem zaczerwienionych oczu i wyszeptał:
   – Dajcie mi, panie, choć troszeczkę waszego chleba, który macie w woreczku. Czuję jego silny zapach. Jestem bardzo głodny. Jestem tak słaby, że do Oliwy nie dociągnę.
   – Co wy, stary wędrowcze, zapach chleba czujecie? J a w torbie żadnego chleba nie mam. Jest w niej tylko kamień, którym oganiam się przed kundlami, co mnie przy zabudowaniach opadają – burknął gbur i ruszył w drogę.
   Biedak westchnął i wyszeptał:
   – Gdzie kamień w sercu, to i w torbie kamień. Muszę iść dalej, może mnie jednak ktoś poratuje.
   Minęli się. Staruszek powędrował w stronę Oliwy, a gbur skierował się w swoją stronę. Ale wkrótce jego kroki zaczęły tracić giętkość i siłę, poczuł, że słabnie. Torba stawała się coraz cięższa, musiał odpoczywać. Siadł na kępie trawy i z ciekawości zajrzał do torby, żeby ucieszyć oczy wspaniałym bochnem chleba. Ale jakże się przestraszył, kiedy sięgnąwszy po bochen przekonał się o boskiej karze. Za twardość serca i chciwość zamiast chleba w torbie był kamień.


Początek strony.